niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział I

Do domu Michaela wleciał orzeł. W dziobie trzymał list. 
- Co tam masz, Spike? - zapytał chłopiec sięgając ręką po świstek kartki.


Czekamy na ciebie w Mieście.

Wiadomość od rodzeństwa. Michael zaczął się pakować. Zbroja-ubranie od Hefajstosa, elektryczny miecz od ojca, pas od Aresa i zdjęcie Belli, jego dziewczyny, córki Apollina.
- Mamo! Wychodzę! - krzyknął chłopiec.
- Dobrze! Powodzenia w Wojnie. - Wojna Herosów, planowana od trzech lat ciągle nie wskrzeszona. Dzieci Apolla, Ateny, Zeusa, Aresa, Hadesa, Hermesa, Hefajstosa i ich rzymskie postacie plus Bellona kontra Demeter, Posejdon i Afrodyta. Mimo to, ich oddział był większy. Afrodyta to wkońcu bogini miłości a Demeter płodu... Miasto, to nie miasto. Miasto to Miasto przez duże M. Prawdziwa nazwa to Victorie Town - Miasto Zwycięstw. Michael cichym gwizdem przywołał towarzysza swego - lwa o imieniu Loy. Potrafił on latać. Chłopiec wsiadł na jego grzbiet. Co tam, koleś? Jak wasza wojenka? odezwał się lew w myślach chłopca.
- Nie ma żadnej wojny! - odpowiedział Michael. Loy chyba postanowił się nie kłócić. Lecieli nad central parkiem, nad East Street i nad Long Island.W dole widać było Obóz Herosów, nieczynny od zapowiedzi Wojny. Lecieli nad oceanem. Miasto znajdywało się na małej wyspie. No może nie do końca małej. Wszystkie domy były z białego marmuru. Było ich setki! Szeregowcy mieli małe chatki na obrzerzach miasta. Generałowie (Michael też) mieli olbrzymie wille bliżej środka. W samym środku znajdowały się inne rzeczy w tym pałac dowódcy, ulubionego syna Zeusa... a właściwie JUPITERA, Jasona Grace'a. Było tu też wiele innych rzeczy: Kaplica Czci, sklepy, kuźnia, hala treningowa, hurtownia oranżady i żelków i wiele, wiele innych budowli. 
- Michael! - ku niemu biegła Bella. Rzuciła mu się na szyję.
- No to co się stało? - zapytał chłopiec. Twarz dziewczyny spoważniała.
- Percy Jackson - powiedziała zdławionym tonem. Syn Posejdona raz ją zabił. - wysłał na nasze Miasto grupę zwiadowców. Trzy dziewczyny i dwóch chłopców Afrodyty, jeden syn Posejdona i pięcioro chłopców od Demeter. Poległa trójka naszych i czwórka tamtych. Reszta jest naszymi zakładnikami. 
- Kto zginął?
- Jack Billson od Wulkana, Isabelle McPeen od Aresa i... - tu Bella przełknęła łzy. - Victor Jawlersey od Apolla.
- Tak mi przykro... - powiedział Michael obejmując dziewczynę.


                       *************


Jason był w Kaplicy Czci. Składał ofiarę dla Jupitera z dwóch paczek żelków i dwulitrowej butelki oranżady wiśniowej. Jego ojciec to uwielbiał. Chłopak musiał się odprężyć. Dowodzenie armią wcale nie jest takie łatwe. Nagle na środku kaplicy pojawiła się woda. Z niej wyszedł sam Neptun. Uśmiechnął się drwiąco.
- Bez tatusia ani rusz, co? - Jason nie czekał ani chwili. Podrzucił monetę. Wypadł reszka. Chłopak trzymał w ręce włócznię. Wywabił boga z Kaplicy. W tak świętym miejscu nie wolno się bić. Neptun ryknął z wściekłości. Rzucił się na chłopaka. W locie z ręki wyrósł mu wodny sztylet. Bóg władał morzem. Nie walkom. Jason płynnym ruchem odciął mu palec. Ichor był wszędzie. Chłopak zamknął oczy. Neptun błysnął swoją prawdziwą postacią wrzeszcząc.
- Wojna rozpoczęta! - Jason od razu zwołał Naradę Generałów w Sali Narad w jego pałacu. Nico di Angelo był dowódcą umarłych, Thalia Grace dowódczynią straży, Bella Arcus dowódczynią łuczników,  Michael Taylor był dowódcą oddziału powietrznego a Jason Grace dowócą dowódców oraz wojowników.
- Wojna Herosów rozpoczęta przez samego Neptuna! Zasady postawił jasno: oko za oko, ząb za ząb . Lecz pamiętajcie! Honor rzecz święta! Ave Jupiter! Niech żyje Zeus! - i tymi słowami narada zakończyła się. Wszyscy wrócili do domów. Tylko Jason siedział w Sali Narad wykończony walką z Neptunem. 
- Panie Kapitanie? Mam zbroję dla pana... - do pokoju wszedł Joe Fire, syn Wulkana. W ręce trzymał ubranie-zbroje, mieniła się raz na niebiesko, złoto, srebrno lub na brąz.
- Spodnie, bluzka i czapka. Wszystko przeszywane Boskim Diamentem, Cesarskim Złotem, Niebiańskim Spiżem i       Świętym Brązem. - poinformował dowódcę Joe. - W świątyni przy ołtarzu Jupitera pojawił się pęk breloków z napisem "Jason". - syn Jupitera wziął pęk . Były poprzyczepiane mniaturowe bronie - miecz, tarcza, łuk, kołczan, włócznia. Wszystko z tej mieszanki metali, jakie miała zbroja.
- Dziękuję. Ave, synu Wulkana. Mianuję cię dowódcą oddziału ognistego.

2 komentarze:

  1. Trochę to wszystko dziwne.. :/ za Chiny nie mogłam zrozumieć ostatniego rozdziału na Michaelu, a tu jeszcze dziwniejsze... O_o ogłaszam wszem i wobec, że za dużo elementów, jak na mnie xD Za szybko, za mało opisów, za dużo akcji! >.< przez ciebie muszę coś napisać.. :/ xD Oczekuj rozdziału na dianie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze, to niezbyt lubię Michaela. Lubię Percy'ego... Nie miej mi tego za złe, bo piszesz prześwietnie (o ile jest taki wyraz...)! Rozdział na poprzednim blogu nieco mnie skołował, ale i tak był fajny.

    PS. Kiedy będzie kontynuacja na blogu o „Baśnioborze”? Bo czekam i czekam a tu nic... :(

    Pozdrowionka na koniec :)

    OdpowiedzUsuń