Joe Fire miał jedenaście lat. Jako jeden z dziesięciu na pięćdziesięciu dzieci Wulkana i Hefajstosa umiał władać ogniem. A teraz był generałem. Szybko zprowadził się do najmniejszej willi w mieście. Jego rzeczy już tam były. Joe był jednym z lepszych mechaników Miasta. Uszył dla swojego oddziału ognioodporne ubrania w ciągu jednej nocy. Jego ADHD już nie dawało mu spać. Poszedł na trening. Szkoda tylko, że był trochę bardziej realistyczny, niż poprzednie.
*******
- Zebrać oddziały! - ryknął Jason. Michael leciał wraz ze zgrają orłów i potomów Zeusa lub Jupitera. Thalia ze strażą stała pod bramą. Bella wraz z łucznikami obsiedli wieżyczki. Nico, dzieci Plutona i Hadesa wraz z umarłymi czekali przy drodze. Joe z braćmi i siostrami już ubranych w nowe zbroje stanęli obok oddziału Thali. Pod bramą piętrzyły się trzy, nie za duże oddziały. Silena Beaughart dowodziła bandą dzieci ubranych w jaskraworóżowe zbroje. Kate Garden stała na czele kwiacistego oddziału. Percy Jackson dowodził grupą Posejdona. Dowódca głośno zaklął gdy zobaczył obronę. Michael rzucił się na niego. Jego oczy zapłonęły czerwienią. Nienawidził go. Używając swojego Niszczyciela zrobił mu głębokom ranę w udzie i przy szyi. Vincent Morrison rzucił się na Michaela. Zrobił mu szramę na ramieniu. Syn Zeusa walnął go pięścią w nos. Potem zrobił mu śmiertelną ranę na brzuchu.
- Ataaak!- wrzasnął Jason. Łucznicy zaczęli strzelać. Oddział Ognia zionął ogniem. Wojownicy zaczęli walczyć. Umarli zaczęli unieszkodliwiać. Rozpętała się wojna straszliwa. Bella celowała na ogół z potomów Posejdona bądź Neptuna. Byli jej wrogami na zawsze. Jason użył swojego nowego miecza, który ciął tak, jakby przecinał powietrze. Larry Love od Afrodyty zakradł się Jasonowi od tyłu. Uniósł nóż... ostrze już dotykało ciała kiedy został postrzelony przez Bellę. Nóż niby wyleciał mu z ręki, ale trafił w plecy Jasona. Rana była płytka. Lecz bolała. Nie obchodziło go to. Około dwudziestu wrogów zostało pojmanych do aresztu. Potomków boga mórz zamknięto w celi ze stygijskiej stali - dotknięcie tego przez nich stanowi poparzenie 3 stopnia. To samo z Afrodytą i Demeter. Wracając do Oddziałów. Szkody były sporawe. Trzynaście osób rannych, cztery w stanie ciężkimi, a dwójka nie żyje. Mowa tu o Franku Zhang, synu Marsa i Redzie Aneksie, synu Ateny. W stanie ciężkim był jeden, odważny szeregowiec. Jerry Rasperone, syn Apollina. Jason potrzedł do jego łóżka.
- Będzie dobrze, Jerry. Twoje poświęcenie wymaga uwagi. - chłopiec skoczył z wieżyczki widząc, jak jego siostra, Bella z niej spada. Ochronił jej upadek własnym ciałem. Syn Apolla uśmiechnął się słabo. Przyłożył dwa palce do czoła. Zasalutował i zasnął. Zasnął na wieki. Jason wzruszony tym co zobaczył, nakazał zbudować piękny marmurowy grób z posągiem Apollina. Będzie więcej śmierci. Prawdziwa Wojna się jeszcze nie rozpoczęła. Każdy wiedział, że to była zabawa w piaskownicy, nie Wojna Herosów.