piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział II

Joe Fire miał jedenaście lat. Jako jeden z dziesięciu na pięćdziesięciu dzieci Wulkana i Hefajstosa umiał władać ogniem. A teraz był generałem. Szybko zprowadził się do najmniejszej willi w mieście. Jego rzeczy już tam były. Joe był jednym z lepszych mechaników Miasta. Uszył dla swojego oddziału ognioodporne ubrania w ciągu jednej nocy. Jego ADHD już nie dawało mu spać. Poszedł na trening. Szkoda tylko, że był trochę bardziej realistyczny, niż poprzednie.

                           *******

- Zebrać oddziały! - ryknął Jason. Michael leciał wraz ze zgrają orłów i potomów Zeusa lub Jupitera. Thalia ze strażą stała pod bramą. Bella wraz z łucznikami obsiedli wieżyczki. Nico, dzieci Plutona i Hadesa wraz z umarłymi czekali przy drodze. Joe z braćmi i siostrami już ubranych w nowe zbroje stanęli obok oddziału Thali. Pod bramą piętrzyły się trzy, nie za duże oddziały. Silena Beaughart dowodziła bandą dzieci ubranych w jaskraworóżowe zbroje. Kate Garden stała na czele kwiacistego oddziału. Percy Jackson dowodził grupą Posejdona. Dowódca głośno zaklął gdy zobaczył obronę. Michael rzucił się na niego. Jego oczy zapłonęły czerwienią. Nienawidził go. Używając swojego Niszczyciela zrobił mu głębokom ranę w udzie i przy szyi. Vincent Morrison rzucił się na Michaela. Zrobił mu szramę na ramieniu. Syn Zeusa walnął go pięścią w nos. Potem zrobił mu śmiertelną ranę na brzuchu.
- Ataaak!- wrzasnął Jason. Łucznicy zaczęli strzelać. Oddział Ognia zionął ogniem. Wojownicy zaczęli walczyć. Umarli zaczęli unieszkodliwiać. Rozpętała się wojna straszliwa. Bella celowała na ogół z potomów Posejdona bądź Neptuna. Byli jej wrogami na zawsze. Jason użył swojego nowego miecza, który ciął tak, jakby przecinał powietrze. Larry Love od Afrodyty zakradł się Jasonowi od tyłu. Uniósł nóż... ostrze już dotykało ciała kiedy został postrzelony przez Bellę. Nóż niby wyleciał mu z ręki, ale trafił w plecy Jasona. Rana była płytka. Lecz bolała. Nie obchodziło go to. Około dwudziestu wrogów zostało pojmanych do aresztu. Potomków boga mórz zamknięto w celi ze stygijskiej stali - dotknięcie tego przez nich stanowi poparzenie 3 stopnia. To samo z Afrodytą i Demeter. Wracając do Oddziałów. Szkody były sporawe. Trzynaście osób rannych, cztery w stanie ciężkimi, a dwójka nie żyje. Mowa tu o Franku Zhang, synu Marsa i Redzie Aneksie, synu Ateny. W stanie ciężkim był jeden, odważny szeregowiec. Jerry Rasperone, syn Apollina. Jason potrzedł do jego łóżka.
- Będzie dobrze, Jerry. Twoje poświęcenie wymaga uwagi. - chłopiec skoczył z wieżyczki widząc, jak jego siostra, Bella z niej spada. Ochronił jej upadek własnym ciałem. Syn Apolla uśmiechnął się słabo. Przyłożył dwa palce do czoła. Zasalutował i zasnął. Zasnął na wieki. Jason wzruszony tym co zobaczył, nakazał zbudować piękny marmurowy grób z posągiem Apollina. Będzie więcej śmierci. Prawdziwa Wojna się jeszcze nie rozpoczęła. Każdy wiedział, że to była zabawa w piaskownicy, nie Wojna Herosów.

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział I

Do domu Michaela wleciał orzeł. W dziobie trzymał list. 
- Co tam masz, Spike? - zapytał chłopiec sięgając ręką po świstek kartki.


Czekamy na ciebie w Mieście.

Wiadomość od rodzeństwa. Michael zaczął się pakować. Zbroja-ubranie od Hefajstosa, elektryczny miecz od ojca, pas od Aresa i zdjęcie Belli, jego dziewczyny, córki Apollina.
- Mamo! Wychodzę! - krzyknął chłopiec.
- Dobrze! Powodzenia w Wojnie. - Wojna Herosów, planowana od trzech lat ciągle nie wskrzeszona. Dzieci Apolla, Ateny, Zeusa, Aresa, Hadesa, Hermesa, Hefajstosa i ich rzymskie postacie plus Bellona kontra Demeter, Posejdon i Afrodyta. Mimo to, ich oddział był większy. Afrodyta to wkońcu bogini miłości a Demeter płodu... Miasto, to nie miasto. Miasto to Miasto przez duże M. Prawdziwa nazwa to Victorie Town - Miasto Zwycięstw. Michael cichym gwizdem przywołał towarzysza swego - lwa o imieniu Loy. Potrafił on latać. Chłopiec wsiadł na jego grzbiet. Co tam, koleś? Jak wasza wojenka? odezwał się lew w myślach chłopca.
- Nie ma żadnej wojny! - odpowiedział Michael. Loy chyba postanowił się nie kłócić. Lecieli nad central parkiem, nad East Street i nad Long Island.W dole widać było Obóz Herosów, nieczynny od zapowiedzi Wojny. Lecieli nad oceanem. Miasto znajdywało się na małej wyspie. No może nie do końca małej. Wszystkie domy były z białego marmuru. Było ich setki! Szeregowcy mieli małe chatki na obrzerzach miasta. Generałowie (Michael też) mieli olbrzymie wille bliżej środka. W samym środku znajdowały się inne rzeczy w tym pałac dowódcy, ulubionego syna Zeusa... a właściwie JUPITERA, Jasona Grace'a. Było tu też wiele innych rzeczy: Kaplica Czci, sklepy, kuźnia, hala treningowa, hurtownia oranżady i żelków i wiele, wiele innych budowli. 
- Michael! - ku niemu biegła Bella. Rzuciła mu się na szyję.
- No to co się stało? - zapytał chłopiec. Twarz dziewczyny spoważniała.
- Percy Jackson - powiedziała zdławionym tonem. Syn Posejdona raz ją zabił. - wysłał na nasze Miasto grupę zwiadowców. Trzy dziewczyny i dwóch chłopców Afrodyty, jeden syn Posejdona i pięcioro chłopców od Demeter. Poległa trójka naszych i czwórka tamtych. Reszta jest naszymi zakładnikami. 
- Kto zginął?
- Jack Billson od Wulkana, Isabelle McPeen od Aresa i... - tu Bella przełknęła łzy. - Victor Jawlersey od Apolla.
- Tak mi przykro... - powiedział Michael obejmując dziewczynę.


                       *************


Jason był w Kaplicy Czci. Składał ofiarę dla Jupitera z dwóch paczek żelków i dwulitrowej butelki oranżady wiśniowej. Jego ojciec to uwielbiał. Chłopak musiał się odprężyć. Dowodzenie armią wcale nie jest takie łatwe. Nagle na środku kaplicy pojawiła się woda. Z niej wyszedł sam Neptun. Uśmiechnął się drwiąco.
- Bez tatusia ani rusz, co? - Jason nie czekał ani chwili. Podrzucił monetę. Wypadł reszka. Chłopak trzymał w ręce włócznię. Wywabił boga z Kaplicy. W tak świętym miejscu nie wolno się bić. Neptun ryknął z wściekłości. Rzucił się na chłopaka. W locie z ręki wyrósł mu wodny sztylet. Bóg władał morzem. Nie walkom. Jason płynnym ruchem odciął mu palec. Ichor był wszędzie. Chłopak zamknął oczy. Neptun błysnął swoją prawdziwą postacią wrzeszcząc.
- Wojna rozpoczęta! - Jason od razu zwołał Naradę Generałów w Sali Narad w jego pałacu. Nico di Angelo był dowódcą umarłych, Thalia Grace dowódczynią straży, Bella Arcus dowódczynią łuczników,  Michael Taylor był dowódcą oddziału powietrznego a Jason Grace dowócą dowódców oraz wojowników.
- Wojna Herosów rozpoczęta przez samego Neptuna! Zasady postawił jasno: oko za oko, ząb za ząb . Lecz pamiętajcie! Honor rzecz święta! Ave Jupiter! Niech żyje Zeus! - i tymi słowami narada zakończyła się. Wszyscy wrócili do domów. Tylko Jason siedział w Sali Narad wykończony walką z Neptunem. 
- Panie Kapitanie? Mam zbroję dla pana... - do pokoju wszedł Joe Fire, syn Wulkana. W ręce trzymał ubranie-zbroje, mieniła się raz na niebiesko, złoto, srebrno lub na brąz.
- Spodnie, bluzka i czapka. Wszystko przeszywane Boskim Diamentem, Cesarskim Złotem, Niebiańskim Spiżem i       Świętym Brązem. - poinformował dowódcę Joe. - W świątyni przy ołtarzu Jupitera pojawił się pęk breloków z napisem "Jason". - syn Jupitera wziął pęk . Były poprzyczepiane mniaturowe bronie - miecz, tarcza, łuk, kołczan, włócznia. Wszystko z tej mieszanki metali, jakie miała zbroja.
- Dziękuję. Ave, synu Wulkana. Mianuję cię dowódcą oddziału ognistego.